Walka z wirusami, jak z wiatrakami

Wirusy, trojany, oprogramowanie typu spyware. Z tym od lat walczą nie tylko duże firmy i korporacje, ale przede wszystkim zwykli użytkownicy pecetów i laptopów. Dawniej wszystko było trochę łatwiejsze. Dostęp do internetu nie był tak powszechny jak dziś, wobec czego i zarażenia komputerowymi wirusami były rzadsze. Dziś jednak jest całą masa stron, które choć na pozór wyglądają normalnie, to gdzieś „pod spodem” mają w sobie skrypt, który uruchamia się automatycznie w momencie ładowania strony. Wraz ze skryptem natomiast nasz komputer infekowany jest przez szkodliwe i niepożądane oprogramowanie. Firmy produkujące oprogramowanie antywirusowe prześcigają się więc w nowych wersjach programów, z nowymi zabezpieczeniami i możliwie jak najbardziej aktualnymi bazami danych. To jednak nie wystarcza, co dobitnie pokazał najpopularniejszy w swoim czasie darmowy program antywirusowy na literę „A”. Posiadała go cała masa użytkowników i choć miał ochronę w czasie rzeczywistym, a baza wirusów aktualizowała się automatycznie i dość często, to po zmianie na inny antywirusów okazywało się, że zagrożeń i infekcji na naszej maszynie jest cała masa…